bajs!

"Patrzyl na mnie tak, jak patrzy się na z pozoru niegroźną mysz, która nagle ugryzła. I to wielkimi kłami."

Stephen King - "Dallas 63"

(Bo mi się strasznie spodobało... tak jak cała książka ;)

Marron | 2012-01-27 | 19:04:56 | skomentuj! (0)
łodafak?

Nie ogarniam tego wszystkiego. Nie ogarniam siebie samej.
I w ogóle nie "nadanżam" ;D

A jak mi kolejna osoba pociśnie tekst, że trudno mu/jej uwierzyć, że jestem suką i wyobrazić sobie mnie drącą mordę to... to już sama nie wiem jak zareaguję. :P (psuję sobie ymycz, lolek)

Osokuwachodzi?

Marron | 2012-01-17 | 08:31:50 | skomentuj! (0)
Shuldig

Przepraszam, że znow siędzę  po nocy zmiast grzecznie spać i gromadzić energię na pracę, naukę, sprzątanie, gotowanie i przybieranie tępego sztucznego uśmiechu i powtarzanie jak to jest cudownie. Ah, zapomniałam, nie robię tego przecież... Przepraszam!
Przepraszam za to, że uwielbiam mieć różowy łeb równie mocno jak uwielbiam swój 'świński drut', który tak szpeci moją twarz. (i za te w innych miejscach też)
Przepraszam, że wolę czerwone rurki, trampki, koszulkę albo przesłodzoną albo obraźliwą zamiast białej bluzeczki, spódniczki i kozaczków pewnie też. No i za swoje obciachowe czapki, kapelusze i inne opaski też przepraszam. Za łańcuszek z żyletkami i za mój sentyment do niego. Za tatuaże! Za każdy z osobna pokornie błagam o przebaczenie! I za to, że mnie skręca z chęci zafundowania sobie kolejnych też przepraszam.
Przepraszam za pokój zawalony 'pierdołami' i obciachowym stuffem, który nie przystoi kobiecie w moim wieku. Za każdego pluszaka z osobna, za każdy plakat, rysunek, zdjęcie czy inną gówniarską kakę powiedzoną/przyklejoną na ścianie/meblach.
I za burdel! Za każdego kurzowego kota, każde roztocze i każdy psi kłak fruwający w moim 'kurwidołku'. (że już o zabłąkanych skarpetkach nie wspomnę!)
Przepraszam za to, że piję hektolitry coli. I za to, że raz w życiu zdarzyło mi się przypalić makaron. (wiadomo: talent) A za to, że raz na ruski rok siegnę po alkohol to już w ogóle!
(Ah, no i za to gówno co kiedyś zapaliłam i 'bóg wie co po nim robiłam')
Przepraszam za brak szacunku do wszystkich i wszystkiego co mniej lub bardziej "święte". Przepraszam, że niektórych 'ludziów' mam za śmieci i ostatnim czego chce jest ich obecność w promieniu 10 km. I za to, że z innymi ludźmi lubię się czasem spotkać, poklachać i już nie daj bóg pośmiać się albo gdzieś wyjść!
I za to, że czasami nie mam ochoty widzieć nikogo i mam ochotę rzucać wszystkim co się nawinie.
W ogóle za moje destrukcyjne zapędy stokrotne: przepraszam!
Za to, że się oszpecam (już mówiłam, ale to mega ważne więc powtórzę, o.), za okaleczanie swoich palców, żołądka i w ogóle całego organizmu - bo przecież lekarz to wróg.
Przepraszam, za złożeczenie i niszczenie przeswpaniałych więzów z tak wartościowymi ludźmi. I za to, że psioczę na naszą "prywatną więź".
Że zamiast doceniać, zacieszać jak głupi bułką każdym odgórnym łaskawym przejawem dobrej woli, to ja NIC nie doceniam i wszystko PSUJĘ.
Za to, że przecież sama nie wiem czego chcę. Wybielam się tak bardzo, że mój blask już kaleczy oczy. Za to innym śmiem wypominać ich "błędy młodości. Komuś, kto przecież zmienił się w 200% na PLUS. Ja która z dnia na dzień staję się tylko gorsza, że już się rzygać chce i w ogóle powinno się mnie zamknąć w ciemnej piwnicy i tłuc 3 razy dziennie opasłymi tomamy, w których spisano część moich win (bo na wszystko by życia nie starczyło).
Przepraszam za to, że śmiem mieć o cokolwiek pretensje i mówić co mi nie pasuje (albo o zgrozo to co mnie boli). Jednocześnie będąc ślepą jak kret na swoje wady i obrzydlistwa.
Przepraszam, że wolę wydać ostatnie pieniądze na kolejną idiotyczną pierdołę zamiast na jakiś ciuch, który mi się za cholerę nie podoba, ale w którym w końcu mogłabym udawać człowieka. Tym bardziej, że jestem niewdzięcznym pasożytem.
Przepraszam, że wiecznie przynoszę wstyd osobom towarzyszącym. Nie dość, że wyglądem (może w końcu się dam przekonać i zacznę nakładać worek na łen przy opuszczaniu domu), to jeszcze zachowaniem: albo idiotycznym i dziecinnym, albo chamskim i wulgarnym. I na domiar złego tym, że zachwycam się każdym psem, kotem i "słitaśną duperelą". I na domiar złego notorycznie 'konwersuję' z napotkanymi zwierzętami.
Przepraszam, że nie mój mysi móżdżek nie potrafi w tej chwili ogarnąć pamięcią wszystkich moich win, a moje palce nie mają dość mocy, żeby je przeklepać na lapka, który mógłby tego nie znieść (tak fizycznie jak psychicznie).
A najbardziej przepraszam za to, że nie czuję się winna za część (lwią?) tych zbrodni i że, niektórych z nich za chuja Wacława nie mam ochoty ani zamiaru zmieniać, bo jestem już do tego stopnia zepsuta, że mi z nimi DOBRZE.
I zamiast podkulić ogon, pochylić rozczochrany łeb i udać się do kąta, aby przemyśleć swoje karygodne zachowanie (i poudawać grzybka) to ja jeszcze bezczelnie i po chamsku TUPNĘ NOGĄ i wywarczę: NIE POZWALAM, kurwajegomać!

Złe Dżudżu jest złe i nieobre. Ot co.

A tę notkę niech zwieńczy Hurt'owy "Nienormalny". Ksh-ksh! ;]

Marron | 2012-01-10 | 05:31:15 | skomentuj! (0)
gdy był ze mnie mały wieprz~ ./' ;]

Puszczenie "Króla Lwa" w tv to jak dla mnie profanacja. I zdania nie zmienię, wała!

Z pewnych rzeczy się nie wyrasta. NA SZCZĘŚCIE! (okej... ja akurat z wielu nie wyrosłam, szczegół ;D)

Ciary już na pierwszych sekundach "Kręgu życia? Obecne!
Jęki zachwytu nad słodkością małego Simby? Obecne!
 Podśpiewywanie do piosenek? Obecne! (kopa w dupę w z podkutego glana temu kto wpadł na dżenialny pomysł przeinaczenia "Kręgu..." :/)
Beka z Pumby i Eddiego? Obecna! ;D
Łzy po śmierci Mufasy? Głupie pytanie... kurde blać ;_;

Ponadczasowa, epicka i w ogóle najswpanialsza baja ever i finito. <3
Do wątłej listy moich "postanowień noworocznych" (yeah, right ;) mogę śmiało dopisać zakup trylogi na dvd (opcjonalnie tylko I i II, bo III ssie) i OSTa. Wstyd mi teraz przed samą, że do tej pory tego nie zrobiłam. :P
Long live the king! ;D

P.S. koment miazga: że jeśli to polszmat puścił to już wiadomo co będą zapodawać w Trzech Króli przez następne 10 lat XD (btw, jak dla mnie święto od czapy, a na domiar złego kolęda... kocham te popieprzone katolozwyczaje / oberwie mi się za to :P)

Marron | 2012-01-07 | 01:15:27 | skomentuj! (0)
squeek you!

Ponoć koty dysponują dziewięcioma życiami...*

Hmm, jeśli to prawda to ciekawe iloma dysponują myszy? Przynajmniej niektóre, te delikatnie mówiąc "deczko inne". Te takie trochę "bardziej" - bardziej-wrażliwe, bardziej-jadowite, bardziej-szalone.
Chyba dzięwiędziesięcioma-dziewięcioma...
Takie mysie zombiaki (zamiast "móóózgi" jęczą "cziiizzz"). Zmaltretujesz, pocierpi, powije się zabawnie z konwulsjach i kaput, leży martwa... a za chwilę się podnosi i znów piszczy i przeklina na czym świat stoi (no i "cziiizzz" oczywiście). No ty ją znowu - pierdut i mysz znowu pada... po to by za chwilę znów zrobić "getuppa". Jak te archaiczne (no, prawie) flashowe gierki z wykańczaniem rybki w akwarium, albo z żabą w mikserze (najlepsze było jak oko się po chwili odklejało od sufitu).

I tak w koło Macieju, do usrania Myszosławie.

Zaistaniała równoczeście alternatywna teoria: nieśmiertelność (majti maus ftw!), albo raczej prawie-nieśmiertelność. Taki mysi wampiryzm. Mysz wysysa krew (ażeby tylko!) i potem dostaje kołkiem w dupsko (ok, zły przykład!), albo jest przypiekana promieniami słońca (a przecież mysia bladość droższa piniędzy!). Ale jakimś cudem udaje jej się umknąć łowcom, zaszywa się w swojej trumienorce, pochlipie, odeśpi i znów wychodzi na łowy.

I tak newerendingstory, jeb twoju mać.

Jeśli miałabym wybrać to zdecydowanie opowiadam się za opcją wampiryczną.
W takim wypadku pakuję swój mysi składzić z pierdołami różniastymi, biorę swój kształtny (a jak!) mysi zadek w troki i wybywam do cholernego Shangri-La. Santa Carla welkamtu!
Okej... zbytnio się wczułam, finito.

P.S. Konia z rzędem albo z kutasem na czole temu, kto ogarnie zamysł niżej podpisanej. ;]
(*pragnę podkreślić, że pomimo nostalgicznych wywodów na temat flashowych rybich/żabich flaków - nigdy nie czerpałam sadystycznej przyjemności z męczenia żadnego kota! Tak mi dopomóż Dżizasie, Buddo i inny Ganeshio, o!)

Marron | 2012-01-03 | 21:07:25 | skomentuj! (0)
Byle przed siebie.

Jak mysz na zdezelowanym kołowrotku...

Zapieprza, zapieprza i jeszcze raz zapieprza "przed siebie". Na złamanie karku, aż brakuje tchu. Przy czym co chwilę wpada w te same dziury, o mało nie łamiąc sobie karku. I nie roztrzaskując tego swojego durnego mysiego łebka. Czasem wyskakuje z machiny, żeby zaczerpnąć tchu, ugasić pragnienie i uszczknąć trochę jedzonka i spokoju. Ale zanim skończy sapać i zdąży nasycić żołądek (pokarmem) i głowę (spokojem), to znów *ŁUP!* jakby dostała obuchem w łeb. I nim się obejrzy, nim się zdąży połapać co i dlaczego robi - wskakuje spowrotem do kołowrotka i zaczyna pędzić. Kierowana jakimś wewnętrznym przymusem znów zostawia świat gdzieś daleko "poza" i gna dalej. Jej mysi świat znów zaczyna wirować jak w psychodelicznym, rozstrojonym kalejdoskopie. A myszka dalej biegnie, resztkami sił próbując dogonić swoje mysie marzenia. Przecież kołowrotek nie może być tylko zwykłą zabawką, nic nieznaczącym 'sprzętem treningowym'. I tak naprawdę ten bieg musi gdzieś prowadzić. To tylko kwestia samozaparcia, siły woli i odpowiednio szybkiej pracy łapkami i sercem. Więc szybciej, szybciej! To napewno już blisko. Byle tylko starczyło tchu, byle mysie serduszko nie pękło z wysiłku. Byle starczyło siły. Siły woli... To musi być już blisko!

Gnaj myszko, gnaj na złamanie karku. Tylko uważaj na pusty łebek i wyniszczone serduszko.


Marron | 2011-12-06 | 20:55:00 | skomentuj! (0)
Para.n/m.oje - paraTwoje

Jakiś przemądry człek powiedział kiedyś, że przeciwieństwa się przyciągają.
Wielka szkoda, iż jednak zapomniał dodać, że jeśli przebywają one ze sobą dość długi okres czasu to w końcu owocuje tym, że zaczynają się sobie rzucać do gardeł. Dodajmy do tego mniej lub bardziej subtelne zmiany jakie w nich zachodzą na przestrzeni czasu... I cóż, ach cóż się okazuje? Otóż okazuje się, iż pomimo, że dwa takie przykładowe osobniki nadal lgną do siebie jak pieprznięta ćma do żarówki (i żarówka do ćmy?) to jednak coraz częściej mają ochotę się nawzajem udusić gołymi rękami.
I gdzie tu sens? Gdzie szukać mądrości i 'spokojności' dla ducha i wyrywnych członków?
Gdzie się zbunkrowała bezczelnie ta mała, podstępna suka - magia?

Boję się BEZ, Boję się Z'y.

I bądź tu mądry i pisz wiersze... - jak rzekł inny mędrek. (i nie pij - dopowiedziała mysz)

/le offtop: rządam wiecej literkowych płodów Koontza na mojej półce... szlage.


Marron | 2011-11-22 | 23:30:11 | skomentuj! (0)
stat4u